|
|
O mnieMukowiscydozę wykryto u mnie w 7 miesiącu życia - w Zabrzu, także jak na te czasy było to bardzo wcześnie. Niestety do Zabrza nie trafiłem dzięki wspaniałej opiece medycznej PRL-u, lecz przypadkiem - dzięki pomocy lekarza z sąsiedniej miejscowości, który mnie tam skierował. Mukowiscydoza charakteryzuje się tym, że na pierwszy rzut oka wszystko jest wporządku. Często lekarz, które nie wie o chorobie dziecka, a widzi go pierwszy raz stwierdza iż "Dziecko nie wygląda na chore". Choroba w moim przypadku zaatakowała płuca i trzustkę. Dzięki objawom ze strony układu pokarmowego bardzo szybko zdiagnozowano u mnie chorobę. A w tym wypadku czas miał wielkie znaczenie. Trudne początki ... Po wykryciu choroby, przez pierwsze trzy lata byłem na diecie bezglutenowej. Dzieciństwo to okres, w którym odczuwałem dolegliwości praktycznie tylko ze strony układu pokarmowego. Biegunki, bóle brzucha - to była codzienność. Do szkoły podstawowej dojeżdżałem samochodem. Tylko jak pogoda pozwalała to ruszałem na rowerze, (do szkoły miałem 2, a później 4 kilometry). Gdy chodziłem do klasy 4, 5 i 6 szkoły podstawowej oraz pierwszej gimnazjum można powiedzieć, że były to chwile spokoju, mój stan zdrowia był w miarę dobry. Moim jedynym zmartwieniem było zwolnienie z wychowania fizycznego, które zresztą miałem od pierwszej klasy podstawówki. Przez pierwsze trzy lata nie ćwiczyłem wogóle, ale później to już czasami nie mogłem wytrzymać i robiłem to co inni. Zresztą myśmy prawie zawsze grali w piłkę. Gimnazjum ... Pierwsze większe trudności ze strony układu odechowego zaczęły się w drugiej klasie gimnazjum. wtedy wszystko zaczęło "wychodzić". Co? Zmiany "klimatu". To, na co organizm każdego chorego na mukowiscydozę jest najbardziej wrażliwy, czyli nagłe zmiany temperatury otoczenia. Zimą przez pół dnia siedzi się w ogrzanej szkole, potem trzeba czekać na mrozie na autobus, w autobusie znowu grzeją, że wytrzymać nie można, no a potem ostatnie chwile na zimnie w drodze z przystanku do domu. I tak pomału mój organizm nie wytrzymywał tego. Ostatnie 2 lata w gimnazjum to na przemian: szkoła - choroba, choroba - szkoła. Całe szczęście obyło się bez konieczności pobytu w szpitalu. Liceum ... Po zakończeniu gimnazjum poszedłem do liceum. A tam przez kolejne 3 lata, to o czym wspomniałem wcześniej - a mianowicie autobusy. I znowu "powtórka z rozrywki", czyli szkoła - choroba, choroba - szkoła. To, co bardzo różniło liceum od gimnazjum to mianowice SCHODY. W gimnazjum nie było pięter, a w liceum aż 3. Niby nic. Ale jak tak byłem w szkole pięć minut przed rozpoczęciem zajęć i od razu musiałem zasuwać na trzecie piętro to czasami był problem. Tak jak wtedy to się jeszcze nigdy nie męczyłem - to najgorsza rzecz jaka może spotkać osoby mające probelmy z układem oddechowym - łażenie tam i z powrotem po schodach. Pierwsza praca ... Po zakończeniu liceum przyszedł czas na dalszy wybór. To znaczy - co chciałbym robić w przyszłości. Choroba jaką jest mukowiscydoza bardzo zawęża możliwości wyboru. Teoretycznie jedyną pracę jaką mógłbym bez przeszkód wykonywać to typowa praca przy biurku i komputerze. Nie bez powody użyłem słowa "teoretycznie". Dlaczego? Już wyjaśniam. Po zdaniu matury dostałem się na staż. Z satysfakcją przyjąłem to do wiadomości. Nie przypuszczałem tylko, że nie zagrzeję tam miejsca na długo. Jak się okazało - w moim przypadku nawet praca biurowa nie była dla mnie "dobra". Pracowałem tam tylko 7 dni. Zdrówko nie wytrzymało. Jak się później dowiedziałem, w firmie planowano założenie klimatyzacji, więc i tak bym musiał zrezygnować. Z tego, co wiem praca w klimatyzowanym pomieszczeniu nie jest najlepszym rozwiązaniem dla osób z problemami "płucnymi". W tym samym roku zakończyłem swoje wizyty z Zabrzu. Teraz leczę się w Opolu. Przy pierwszej wizycie zrobiono badanie plwociny. Ze względu na niepokojące wyniki, powtórzono je kilka razy. I okazało się, że jestem nosicielem Gronkowca złocistego, (Staphylococus aureus). Nie łudźcie się tą piękną nazwą - nie wszystko złoto, co się świeci. Edukacji ciąg dalszy ... Po wakacjach poszedłem do szkoły policealnej, kierunek - informatyka. Dwa lata przeleciałt bardzo szybko. Naukę zakończyłem zdanym egzaminem zawodowym i trzymając w ręku tytuł technika informatyka. Obecnie studiuję na Politechnice w Opolu. Nowo poznani ludzie, atmosfera na uczelni, nie przypuszczałem, że szkoła może być taka fajna. Ciekawe dlaczego doszedłem do takiego wniosku dopiero po kilkunastu latach nauki? Samej choroby nie ukrywałem przed nikim. Nie było również sytuacji żebym sam od siebie coś na ten temat mówił. Chyba, że ktoś mnie zapytał: „A co robisz poza uczelnią? Gdzie pracujesz?”. No i tak to się jakoś potoczyło. Wiadomo, nie mówię od razu, że statystycznie zostało mi 10 lat życia, bo i po co? Ogólnie jeśli chodzi o ten temat to nie było problemów. Pełna akceptacja. Pierwszy raz w życiu czułem komfort psychiczny wiedząc, że inni wiedzą i moim „problemie”. ... ??? ... Obecnie jeśli chodzi o stan zdrowia to czuję się w miarę dobrze. Opisał bym to tak - "raz na wozie, raz pod wozem". Są dni, że nic mi nie dolega, a następnego dnia nie chce mi się nic robić. Staram się także na ile to możliwe uprawiać sport. Piłka nożna odpada, chyba że na pozycji bramkarza, albo na małym boisku gdzie nie trzeba tyle biegać. Preferuję sport, w którym sam sobie narzucam tempo i "ustawiam" poprzeczkę na tyle, na ile mój organizm jest w stanie wytrzymać. Dlatego też od kilku lat systematycznie jeżdzę rowerem i spaceruję. A jak pogoda nie pozwala, albo stan zdrowia się pogarsza - to siedzę w domu i "grzebię" w historii odkrywając na nowo ciekawe i nieznane wątki historyczne dotyczące mojej miejscowości i najbliższej okolicy. ... Druga praca ... Od jakiegoś czasu pozmieniało się w moim życiu. W maju 2010 r. zostałem zatrudniony na okres próbny w Fundacji Ortus. Nowe Obawy? Oby nie powtórzyła się sytuacja z przed kilku lat, kiedy po kilku dniach zrezygnowałem z pracy! Na szczęście mamy już wrzesień i udało sę, organizm wytrzymał, zdrowie względnie dopisuje ... no i dostałem nową umowę o pracę. A poza tym "walczę" na studiach z zaliczeniami i egzaminami. |